piątek, 2 listopada 2012

Rozdział 17

Nie dokończyłam, bo do chłopaka zadzwonił telefon.
- Nathan, proszę cię. To jest naprawdę ważne...
- To mi zajmie tylko chwilę. Dasz mi 5 min???
- No dobrze.
- Dziękuję, słońce. - powiedział, delikatnie muskając moje usta
Nie odezwałam się, tylko wyszłam z pokoju, żeby mógł spokojnie porozmawiać. Nie chciałam mu przeszkadzać. Byłam przygnębiona, że mimo mojej próby, nie mogłam mu powiedzieć, o czymś, co nurtuje mnie od jakiegoś czasu...
Postanowiłam pójść na spacer. Chciałam iść sama, mogłam wtedy wszystko przemyśleć. Ubrałam się w >>>TO<<<. Do torby włożyłam notatnik, mój ukochany telefonik, słuchawki, portfel i inne niezbędne mi do życia dodatki. Dokąd zmierzam, nie mam pojęcia... W końcu zdecydowałam się na park. To było najlepsze miejsce na rozmyślanie. Słuchawki włożyłam do uszu zaraz po wyjściu z domu. Nikt nawet nie zauważył, że mnie nie ma. Wszyscy byli zajęci tym, że głowa ich boli, bo to przez tą wczorajszą imprezę. Wszyscy mają mnie w dupie. Nawet Nathan... Ważniejszy jest dla niego jakiś głupi telefon od kumpla. Ważniejsze od tego co chcę mu przekazać...
Kiedy doszłam do parku, w moich słuchawkach słychać było pierwsze dźwięki "Someday" mojego kochanego zespołu - Nickelback.
Usiadłam pod jakimś drzewem. Z torby wyciągnęłam swój notatnik. To nie był zwykły zeszyt. To mój pamiętnik... Tak wiem, to dziecinne. Ale tylko w ten sposób mogę przelać moje uczucia na papier. Wiersze i piosenki odpadają. Zaczęłam pisać: "Drogi Pamiętniku! Nareszcie znalazłam w sobie odwagę, żeby powiedzieć o tym Nathan'owi, ale on mnie zignorował. Wolał pogadać ze swoim kumplem o codziennych rzeczach... O takich, o których mógł z nim pogadać, chociażby po tym, jak powiedziałabym mu prawdę... Ale z drugiej strony boję się konsekwencji. Jak mnie zostawi? Wyprze się mnie? Skończymy tak, że mimo, iż się znamy, można by powiedzieć, że wręcz doskonale, on będzie udawał, że widzi mnie pierwszy raz w życiu. A ja tak nie chcę... Wiem, że rzadko mówiłam mu: "Kocham Cię", ale tak jest naprawdę. Mogłabym nawet teraz, wstać i wydrzeć się na całe gardło: "NATHAN, KOCHAM CIĘ!!! JESTEŚ CAŁYM MOIM ŚWIATEM!!!". Boję się, najprawdziwiej w świecie się boję... Lecz, jeśli on mnie kocha równie mocno jak ja jego, powinien mnie zrozumieć. Wesprzeć mnie, doradzić co mam zrobić... Teraz mogę tylko rozważać warianty... Wszystko okaże się, jak znowu nabiorę odwagi, bo teraz straciłam ją już doszczętnie..."
Zamknęłam zeszyt i włożyłam go z powrotem do torby. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Godzina 18.18. "Ciekawe kto o mnie myśli?" - pomyślałam. Wracając do domu, wpadł na mnie mały chłopiec. W jego oczach widać było strach. Ciuchy potargane, w niektórych miejscach było nawet widać plamy z krwi. On sam z siebie przytulił mnie. Zrobiłam to samo. Od razu można było poczuć, że chłopak był przemarznięty.
- Jak się nazywasz? - zapytałam łagodnym i delikatnym tonem
- Ja... jestem Mike.
- Uciekłeś z domu?
- Tego nie można nazwać domem. Może ma w nazwie to słowo, ale to jest istne piekło.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Moja mama zmarła dwa miesiące temu. Ojciec jest pijakiem. Znęca się nade mną psychicznie i fizycznie, a poza tym w chwili obecnej mieszkam w domu dziecka...
- A tam nie jest ci lepiej???
- Ani trochę. Opiekunki też nas biją, głodzą nas. Wystarczy jeden wybryk, a zostajesz ukarany laniem i paroma dniami bez jedzenia.
- Jesteś głodny?
- I to bardzo.
- To chodź, pójdziemy coś zjeść.
Wzięłam małego za rękę. Szliśmy tak chodnikiem, aż dotarliśmy do jakiejś tutejszej knajpki. Nawet jej nie znam.
- Ile masz lat, Mike?
- 8, ale już jutro skończę 9.
- To poważny już wiek.
Rozmawialiśmy tak do godziny 19.30. Ale w końcu nadszedł czas, żebym wracała powoli do domu.
- Obiecaj mi, że wrócisz do ośrodka. A ja cię jutro odwiedzę.
- Obiecuję. A ty mi obiecasz, że przyjdziesz?
- Obiecuję.
Odprowadziłam go pod bramę ośrodka, a na pożegnanie przytuliłam małego.
Czułam, że wiele mnie z nim łączy. Wiedziałam, co on czuje. Starał się na zewnątrz być silny, że wszytsko przezwycięży, ale w środku była pustka. Brakowało nam obojgu rodziców i ich miłości. Zawsze zazdrościłam dzieciom, które miały pełną rodzinę. I nie chodzi mi o to, że Michelle się mną źle zajmowała. Było wręcz przeciwnie, ale nigdy nie mogłam od niej dostać takiej miłości, jaką darzyli mnie rodzice, kiedy jeszcze żyli. Mike czuł to samo. Jego mama zmarła, a ojciec... Strach pomyśleć, co się działo u niego w domu... Namówię Michelle i Max'a na adopcję. Będę im tak długo truła dupę, dopóki się nie zgodzą.
W domu byłam o 20. Dopiero, gdy weszłam do salonu, przypomniałam sobie, że byłam umówiona z Liam'em do kina. W salonie, na kanapie siedział Nathan, a na przeciwko niego w fotelu - Liam. Po minie Nath'a można było zauważyć, że coś było na rzeczy.
- Cześć, skarbie. - podeszłam do mojego chłopaka i pocałowałam go namiętnie w usta, żeby go trochę rozluźnić
- Hej. Czy moja mała dziewczynka wie do czego służy telefon???
- Ależ oczywiście, że wiem. Tylko, że jak byłam w parku, to słuchałam muzyki i mi się wziął rozładował.
Zwróciłam się w stronę Liam'a.
- Przepraszam cię, Liam, ale zupełnie mi z głowy wyleciało. Moglibyśmy przełożyć kino na kiedy indziej???
- Pewnie. Odezwę się do ciebie jutro, dobrze???
- Jasne.
- To super. Ja już pójdę, nie będę wam przeszkadzał.
- Tak będzie najlepiej. - powiedział szeptem Nathan
- Jeżeli chcesz, to możesz zostać. Nie przeszkadzasz nam. - w tej samej chwili poczułam na sobie karcący wzrok Nathan'a
- Nie naprawdę, pójdę już, bo z chłopakami jedziemy jutro do USA i wypadałoby się spakować.
- No tak, też prawda. Zdzwonimy się w sprawie kina.
- Pewnie. Do zobaczenia.
Odprowadziłam chłopaka do drzwi. Kiedy tylko wyszedł, Nathan rozpoczął swoje "przesłuchanie".
- Thalia, gdzie ty byłaś?!?!
- Byłam się przejść po parku.
- Ale czemu mi nie powiedziałaś? Poszedłbym z tobą.
- Czy ja dobrze cię zrozumiałam?!
- Przekonajmy się!
- To, że jestem twoją dziewczyną, oznacza, że mam ci  się ze wszytkiego spowiadać, i że nie mogę wyjść nawet na głupi spacer sama, chociaż raz?!
- Nie ze wszytskiego, ale z większość! I może mi jeszcze teraz powiesz, że nagle przeszkadza ci moje towarzystwo?!
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi, więc nie odwracaj kota ogonem! Kocham twoje towarzystwo, ale czasami też muszę pobyć sama!
- Od jakiegoś czasu stałaś się taka tajemnicza. Praktycznie nikogo nie informujesz, gdy gdzieś wychodzisz! Może ty masz kogoś na boku?!?!
- Ty... Jak możesz?!?! Wyjdź stąd!!!
- Thalia, ja prze...
- Wyjdź!!!
Podeszłam do drzwi i otworzyłam przed nim. Jak on mógł tak pomyśleć?!?! Kocham go nad życie, gdyby tylko on o tym wiedział... Oczy zaszkliły mi się łazami.
- Thalia...
- Idź już. Odezwę się do ciebie niedługo.
Chłopak ze spuszczoną głową wyszedł z mieszkania. Odwróciłam się, by pójść do swojego pokoju, a zobaczyłam całą gromadę. "Świetnie..." pomyślałam.
- Thalia, on... - zaczął Jay
- Proszę, dajcie mi spokój. Ja muszę isć do pokoju. Przepuśćcie mnie.
Oni posłusznie mnie usłuchali. Otworzyłam drzwi, weszłam do pokoju i włączyłam muzykę. Tak zasnęłam.


*****************************
Proszę was, nie zabijcie mnie za to. Może to przez to, że miałam długą przerwę od pisania... Nie wiem. W każdym bądź razie, przypominam, że 8 komentów = kolejny rozdział. Rozdział dedykuję wszytstkim, którzy czytają moje opowiadanie :)

niedziela, 28 października 2012

Wróciłam!!! :)

No więc tak. Po baaaaaaaaaaaaardzo długiej przerwie od bloga z powodów osobistych postanowiłam wrócić do pisania. Ja wiem, że ta informacja nie zmieni waszego życia na lepsze i wogóle, bo kto chciałby czytać takie, że się tak wyrażę, gówno. No ale cóż...

A tak poza tym, to potrzebuję waszej pomocy. Zastanawiam się, czy kontynuować opowiadanie, czy też może zacząć pisać imaginy. Pomóżcie mi, proooooszę. Swoje zdanie wyrażajcie w komentach. Ilość zadecyduje :) Do kiedy czas??? Może do jutra :)

sobota, 19 maja 2012

Rozdział 16

Rano obudziłam się wtulona w Nathana. Całe szczęście jeszcze spał, więc mogłam w spokoju się ogarnąć. Wciągnęłam na siebie zielone szorty, T-shirt z Ciastkiem, a do tego zwykłe czarne trampki. Włosy spięłam w luźny warkocz. Rzęsy przejechałam maskarą, a na usta nałożyłam odrobinę błyszczyku. Wyszłam z łazienki po pół godziny, ale chłopak jeszcze spał. Postanowiłam zejść na dół, żeby zobaczyć w jakim stanie jest reszta ekipy. Nie było aż tak źle, jak przepuszczałam, ale mogło być lepiej... Postaram się opisać jak najdokładniej. Tom, Jay, a pomiędzy nimi Bianca spali na blacie w kuchni. Najgorsze było to, że cały zlew był upieprzony wymiocinami. FFFFFFUUUUUUJJJJJJ!!! W salonie spał Max, który był przytulony do Sivy. Annabeth spała w wannie. Tylko Mich i Nareesha były w miarę głową na ziemi. Weszłam z powrotem do kuchni starając zrobić porządne śniadanie z tego co zostało, bo jak widać po stanie lodówki, impreza odbyła się także u nas... Udało mi się zrobić trochę naleśników i tostów, ale dużo tego nie było. Gdzieś w szafce znalazłam megafon i wydarłam się na całą chatę: "ŚNIADANIE!!!". Tom i Jay spadli z blatu, a Bianca zgrabnie zeskoczyła.
- Co do cholery?!?! - wrzasnął Jay
- Zrobiłam wam śniadanie.
- A nie mogłaś nas normalnie obudzić? - zapytał Tom, trzymając się za głowę
- A co, główka boli?
- No, trochę...
- To po jaką cholerę tyle wczoraj piliście?
- Od czasu do czasu trzeba zaszaleć. Dasz nam coś na ból głowy?
- A co ja będę z tego miała?
- Wielką satysfakcję, że pomogłaś swoim kochanym przyjaciołom.
- Niech wam będzie...
Podałam im pudełko, na które rzucili się jak na mięso (przypomina mi się jeden debil z zawodów w nożną dla chłopaków, współczuję jego rodzicom...). Gdy łyknęli już tą chemię, usiedli do śniadania. Po 5 min. przyszła reszta, oprócz Nathana. Postanowiłam pójść do chłopaka. Weszłam do pokoju, ale on jeszcze spał, więc włączyłam laptopa. Sprawdziłam tt, fb i pocztę. Okazało się, że za dwa tygodnie mam zawody (skoki), a mój koń jest kontuzjowany, a jedyny koń, który się nadaje to Glauko. Problem tkwi w tym, że niezbyt za sobą przepadamy. Kate - moja instruktorka, napisała, że treningi są we wtorki, czwartki, piątki, soboty i niedziele od 15:00 do 20:00. Ja pierdolę - 5 godzin?! Moje zacne nóżki będą obolałe! Odwiedziłam jeszcze pare stron, ale nie znalazłam nic ciekawego. Odwróciłam się od biurka i zobaczyłam, że Nathan się na mnie paczy.
- Dzień dobry kochanie. - zwrócił się do mnie, muskając przy tym moje usta
- Hej. - odpowiedziałam, oddając pocałunek
- Jak ci minęła noc? Bo mnie cudownie.
- Mnie także. Zrobiłam wam śniadanie, ale lepiej by było gdybyś poszedł tam teraz, bo za chwilę nic nie będzie.
- Ale ja wolałbym posiedzieć tu z tobą. - powiedział obejmując moją twarz w swoje dłonie
- Poczekaj chwilę, to przyniosę ci śniadanie, a ty w tym czasie się ubierz. Jakbyś chciał się wykąpać, to ręczniki są w łazience na górnej półce.
- Ale wrócisz?
- Nie. Ucieknę do pierwszego lepszego faceta i więcej mnie nie zobaczysz.
- Żartujesz, prawda?
- Jasne, że tak. W życiu bym cię nie opuściła. - powiedziałam składając delikatnego całusa na jego policzku
- Wolałem się upewnić... Już raz mnie to spotkało, a nie chcę cię stracić. Zrozum, jesteś dla mnie naprawdę ważna.
Podniósł moją twarz, żebym spojrzała mu w oczy, ale ja nie zrobiłam tego od razu. Najpierw swój wzrok zawiesiłam na jego ustach, a dopiero potem powędrowałam w górę wzrokiem. Dopiero teraz dotarło do mnie, że ja nie mogę już dłużej tego ukrywać. Ja już dłużej tak nie mogłam...
- Nathan, ja muszę ci coś powiedzieć...


**************************************
Dobra, więc jest kolejny rozdział. Trochę dawno mnie nie było, ale postaram się wpadać teraz coraz częściej. Mam nadzieję, że się wam podoba. Z dedykiem dla Willow i wariatki. Wprowadzam zasadę: 8 komentarzy = rozdział!!!

niedziela, 1 kwietnia 2012

Rozdział 15

Odwróciłam się i zobaczyłam Liama.
- Co ty tu robisz? - spytał
- Siedzę i piję... Trochę tańczę.
- To co powiesz na taniec ze mną?
- Z chęcią.
Chwyciłam go za rękę i weszliśmy na parkiet. Tańczyliśmy do "The One That Got Away" Katy Perry. Położyłam swoje ręce na jego ramionach, a głowę oparłam o jego klatkę piersiową, natomiast on swoje ręce położył na moich biodrach. Tańczyliśmy tak dopóki nie poczułam ręki chłopaka na moim pośladku. Spojrzałam na niego, a jego twarz znalazła się kilka milimetrów od mojej. Nasze usta były tak blisko... On chciał mnie pocałować... Coraz bardziej się zbliżał... Był już tak blisko, że czułam jego oddech na mojej twarzy... Jeszcze chwila i to by się stało...
Otrzeźwiałam i jak oparzona, odsunęłam się od niego. Zaczęłam szukać wzrokiem po sali Nathan, a jak go już znalazłam, ruszyłam biegiem w jego stronę. Gdy już do niego dobiegłam, wtuliłam się w jego tors. Przy nim czułam się bezpieczna. Zamówiłam drinka, potem kolejnego i kolejnego... Chciałam wziąć kolejny, ale Michelle mnie powstrzymała.
- Wróćmy już do domu, proszę. - zwróciłam się do Nathana
- Dla ciebie wszystko.
Chłopak podszedł do reszty, powiedział im, że wychodzimy. Wyszliśmy z klubu i szliśmy pustą ulicą. Po drodze zahaczyliśmy o wypożyczalnię filmów. Nathan wszedł do środka, a ja zostałam na zewnątrz. Wrócił po 10 min. Gdy doszliśmy do domu, zrobiłam popcorn i usiedliśmy przed telewizorem. Okazało się, że mój wspaniały chłopak wypożyczył same horrory. Wziął "Krzyk", "Piłę" i "Koszmar z ulicy Wiązów". Cały czas siedziałam w objęciach mojego księcia na białym rumanku (xd). Filmy skończyły się po 3 nad ranem. Nagle chłopak wstał z kanapy i zaprowadził mnie za rękę do pokoju. Gdy weszliśmy zamknął drzwi na klucz, po czym odwrócił mnie twarzą do siebie. Spojrzał mi w oczy i namiętnie pocałował. Swoje dłonie oparł na moich biodrach. Z kolei moje ręce powędrowały po jego ramionach, by w końcu mogły zatonąć w jego włosach. Spojrzał mi ponownie w oczy, jakby czekał na moją zgodę. Delikatnie kiwnęłam głową. Oboje uśmiechnęliśmy się, a nasze usta złączyły się w pocałunku. Chwilę potem czułam, jak jego dłonie przemieszczają się w stronę moich pleców, a potem wsunął je pod moją bluzkę. Nie zostałam mu dłużną i ściągnęłam z niego koszulkę. Czułam, jak jego usta wyginają się w uśmiechu. On również szybko pozbył się mojej bluzki. Wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka, na którym położył ostrożnie. Usiadł na mnie okrakiem i wrócił do pocałunków, kiedy ja dotykałam jego pleców. Zjechał wargami do szyi. Musnął moją skórę, a przez moje ciało przeszły miłe dreszcze. Potem całował mój dekolt, ramiona. Jednocześnie dobieraliśmy się do swoich spodni próbując je z siebie zdjąć. Jemu poszło to sprawniej ale w końcu i mi się udało. Zostaliśmy w samej bieliźnie. Nathan na chwile oderwał swoje usta od mojej skóry i zlustrował mnie wzrokiem.
- Kocham Cię – szepnął.
Powoli dłońmi dotykał moich ud. Przerwałam mu, bo chciałam go popędzić. Pragnęłam go całym ciałem. Zdjęłam z niego bokserki. Nie czekał długo i również zdjął ze mnie bieliznę. Przez kilka chwil przyglądał się mojemu nagiemu ciału.
- Jesteś piękna – szepnął mi na ucho, a ja zarumieniłam się delikatnie.
Swoimi dłońmi pieścił moje ciało. Rozpływałam się pod jego dotykiem. Wreszcie ostrożnie wszedł we mnie. Cicho jęknęłam pod wpływem tej rozkoszy. Oplotłam jego biodra nogami i mocno przytuliłam. Oboje dyszeliśmy, było nam tak dobrze.
W ostateczności Nathan zmęczony opadł na łóżko obok mnie. Uśmiechał się, jak ja to kochałam. Wtuliłam się w jego tors. Całowałam go w usta, składałam pocałunki na jego szyi, klatce, a on cicho mruczał. Okryci kołdrą i bardzo szczęśliwi zasnęliśmy w swoich objęciach...

***********************
Rozdział dedykuję Kindze, bez której nie byłoby tego rozdziału. Dzięki kochana :*
Przepraszam was, że taki krótki, ale nie miałam pomysłu. Mam nadzieję, że wam się podoba :)

wtorek, 27 marca 2012

Dla siostrzyczek! :*

Ten obrazek powstał na beznadziejnej lekcji j. angielskiego. Taki mini prezencik od serca dla moich siostrzyczek :* Mam nadzieję, że się wam podoba :D

Rozdział 14

- Z kim rozmawiałaś?
Odwróciłam się i zobaczyłam Nathana.
- Z kolegą. Ma na imię Liam i chodziłam z nim do klasy w podstawówce. - powiedziałam, odpowiadając na kolejne pytanie chłopaka - Jakieś jeszcze pyatania, zazdrośniku?
- Nie jestem zazdrosny. Tylko...
- Tylko co?
- Nieważne... Masz jakieś plany na wieczór?
- Nie, a co?
- A może poszlibyśmy do klubu, na drinka? Co ty na to?
- Jasne, czemu nie... Ale nie mam się w co ubrać....
- Żartujesz?! Przed chwilą odwiedziłaś kilkanaście sklepów, a z każego wyszłaś przynajmniej z jedną torbą!
- Jakbyś mnie uprzedził, to bym coś kupiła... A tak nie mam nic...
- Może dziewczyny ci coś pożyczą...
- Może... Ale wiesz o tym, że ja się z tobą droczę, prawda?
- Jasne, że wiem... Planujemy wyjście o 19. Dasz radę?
- Wątpisz w zdolności swojej dziewczyny?! To skandal! Obrażam się na ciebie!
- Oj, no weź...
- Nie odzywam się do ciebie!
- Właśnie się odezwałaś...
- Bo mnie prowokujesz! Ale i tak jestem obrażona!
- Przepraszam.
- No nie wiem, nie wiem...
- A to cię przekona?
Złapał mnie w talii i zaczął namiętnie całować. Oparłam się o ścianę, a on nadal mnie całował. W pewnej chwili podszedł do nas jakiś starszy pan i zapytał:
- Co się seksicie na ulicy? Wasi rodzice wiedzą?
Razem z Nathem wybuchliśmy śmiechem. Dziadek zrobił minę na wzór "WTF?" i sobie poszedł.
- Już nie jesteś obrażona? - zapytał z nadzieją chłopak, gdy przestał się śmiać
- Może... Wracajmy już. Głowa mnie trochę boli...
Do domu dotarliśmy ok. 17:45. Jak chłopak zobaczyłą, że w TV leci mecz Manchester United vs Real Madryt to nic do niego nie docierało. Zaczęłam się szykować na imprezę. Dziewczyny zrobiły to samo. W pewnym momencie zadzwonił mój telefon.
- Hejka. Tu Liam. Masz jakieś plany na jutro?
- Cześć. Jak na razie nic nie planowałam, a co?
- Co powiedziałabyś na wypad do kina z kumplem?
- Brzmi ciekawie. O której?
- Przyjadę po ciebie o 17:00. Może być?
- Jasne. To do jutra.
- Do zobaczenia.
Rozłączyłąm się i odłożyłam telefon. Chciałam dokońćzyć makijaż, ale dziewczyny mi nie pozwoliły.
- Kto to był? - spytała Mich
- Kolega. Pamiętacie Liama z podstawówki? - zapytałam zwracając się do Bianci i Annabeth
- Tak, a co?
- To właśnie on dzwonił. Spotkałam go dzisiaj jak wracałam z Nathem do domu. Wymieniliśmy się numerami i on zaprosił mnie jutro do kina.
- Ale on wie o ty, że ty masz chłopaka? - dopytywała się Nareesha
- Tak.
- To dobrze.
- Mogę wreszcie dokończyć makijaż? - spytałam
Po skończeniu przygotowań zeszłyśmy na dół i o dziwo chłopcy też byli już gotowi.
- Możemy już wreszcie iść? - zapytał Max
- Jasne, ale gdzie Jay? - spytała Bianca
- Powiedział nam, że musi coś załatwić, i że Thalia wie o co chodzi...
Wszytskie pary oczu zwróciły się na mnie, a ja czułam się niezręcznie.
- O co wam chodzi? Przecież ja nic nie pamiętam...
- To co idziemy? - zmienił temat Tom
- To w drogę! - wykrzyknął Jay, który wziął się niewiadomo skąd
- A ty tu skąd? - zapytała Nareesha
- On jest czarownicą! - wyparował Seev
- Czarownicą?! A nie czarodziejem? - zdziwiła się Annabeth
- Co za różnica, na jedno wychodzi...
- Możemy już wreszcie wyjść? - niecierpliwił się Nath
Po pewnym czasie wyszliśmy. Do klubu doszliśmy po 20 min. Od razu skierowaliśmy się na parkiet. Akurat leciało "She Doesn't Mind" Sean'a Paul'a. Przetańczyłam z moim chłopakiem całe 5 piosenek. Potem odszedł do mnie Jay i rzucił w stronę Nathana "Odbijamy!". Tańćzyliśmy do piosenki Jessie J "Domino". Muszę przyznać, żę chłopak jest w tym całkiem niezły. Potem tańćzyłąm z Tomem, Maxem i Sivą. W pewnym momencie wyłączyli muzykę, a na podest weszli jacyś chłopcy... Było ich 5. Nagle w głośnikach słychać było głośne: "Powitajcie One Direction!!!". Wszytskie dziewczyny zaczęły piszczeć i wrzeszczeć, ale nasz piątka stała cicho. Gdzy wrzaski ucichły, chłopaki zaczęli się przedstawiać:
- Hejka, jestem Louis.
- A ja Zayn.
- Cześć, ja jestem Harry.
- Ja być Niall.
Zanim przedstawił się ostatni, już wiedziałam, kto to jest.
- Jestem Liam. Postanowiliśmy zaśpiewać "One Thing", "What Makes You Beautiful" i "I Shoul've Kiss You". Tą ostatnią chciałbym zadedykować dziewczynie, którą dziś spotkałem...
Zaczęli śpiewać, a my usiedliśmy przy barze. Zamówiliśmy po drinku. Siedzieliśmy i śmieliśmy się. Nagle poczułam kogoś ręce na moich ramionach. Odwróciłam się i zobaczyłam...

******************************
Rzygam tym blogiem, bo jest tak beznadziejny, że... żę nawet nie mam słów jak go określić. Rozdział z dedykiem dla najlepszej cioci, którą jest nie kto inny jak LOVE :*

sobota, 24 marca 2012

Rozdział 13

- Zabieraj ręce od tej jajecznicy, albo jej nie dostaniesz! - krzyknęłam- Dobra... Już nie będę! Ale nie bij mnie tą łopatką
- Boli?
- Tak. Trochę...
- I dobrze, bo miało boleć!
W końcu usiedliśmy do śniadania. Gdy zjedliśmy, zaproponowałam zakupy, na co Nathan nie zareagował pozytywnie. Błagałam go długie 5 min., aż się zgodził. Z domu wyszliśmy o 10:15 i to nie z mojej winy, ale z mojego ukochanego chłopaka. Próbował przeciągnąć nasze wyjście, ale mu się nie udało. Do galerii doszliśmy w ciągu 15 min. Nasze zakupy zaczęliśmy od Bershki, potem Cropp, House, Cache Cache, Springfield, H&M, Zara, C&A, a na koniec KappAhl. Postanowiłam nie być złą dziewczyną, więc poszliśmy do sklepu, gdzie było mnóstwo baseballówek. Chłopak stracił tam głowę. Latał od regału do regału, zabierając z każdego po jednej czapce. Po zapłaceniu za zakupy chłopaka skierowaliśmy się w stronę kawiarni. Muszę przyznać, że to były udane zakupy. Kupiłam 4 topy, sukienkę, torbę, szorty, spódniczkę i buty. W kawiarni zamówiliśmy po kawie.. Rozmawialiśmy, śmieliśmy się. Postanowiłam poruszyć nurtujący mnie temat.
- Wtedy w szpitalu nie powiedzieliście mi wszystkiego, prawda? Chcę wiedzieć wszystko. Po prostu chcę.
- Tydzień temu, w środę ja, Jay i Tom zorganizowaliśmy kolację dla ciebie, Bianci i Annabeth. Podczas drogi nad jezioro, na wystawie w jubilerskim zauważyłem wisiorek z zawieszką w kształcie serca. Wysiadłem z samochodu, bo chciałem go kupić z myślą o tobie. Gdy wyszedłem ze sklepu, ktoś mnie zaatakował. To był twój były, Chris. Przez niego wylądowałem w szpitalu i nasza kolacja nie wypaliła...
- Dlaczego ja z nim zerwałam?
- Przyłapałaś go z inną dziewczyną...
- Ale teraz mam ciebie. Wiem, że ty byś mi tego nie zrobił, prawda?
- Jasne, że nie. Wracajmy już do domu.
Chłopak zapłacił za kawę i wyszliśmy z galerii. Oczywiście po drodze nie mogło zabraknąć fanek. Nathan został przez nie oblężony ze wszystkich stron. Postanowiłam usiąść na ławce i przeczekać. Siedziałam tak i rozmyślałam. Zauważyłam, że od jakiegoś czasu jestem strasznie zamyślona... Z plątaniny moich myśli wyrwało mnie jakieś wołanie...
- Thalia?!
Rozejrzałam się dookoła i zauważyłam idącego w moją stronę chłopaka.
- To ja, Liam. Pamiętasz mnie? Chodziliśmy razem do klasy w podstawówce.
-Chyba cię kojarzę. Czekaj, czy to nie ty kupowałeś mi zawsze ciastko po lekcjach w piątek?
- Tak, to ja we własnej osobie. Kupę czasu się nie widzieliśmy.
- To prawda. Co tam u ciebie?
- Jakoś to leci. Pamiętasz Zayna i Nialla?
- Pewnie. Ich nie da się zapomnieć. Pamiętam jak mi wrzucili lód za koszulkę na stołówce. To było straszne...
- To prawda. Więc ja, oni, Louis i Harry tworzymy zespół.
- No nie mogę... Same sławy dookoła mnie...
- Sory, że pytam... Masz chłopaka?
- Mam, a co? Zazdrosny jesteś?
- Nie, no co ty. Chciałem tylko wiedzieć.
- Jasne...
- Dałabyś mi swój numer? Moglibyśmy kiedyś gdzieś razem pójść.
- Pewnie. Daj telefon.
Chłopak wyciągnął z kieszeni Blackberry, a ja wpisałam mu swój numer.
- Dzięki. Zadzwonię niedługo.
- Ok.
- Muszę już spadać. Zaraz mam nagranie. Do zobaczenia.
- Jasne, rozumiem. Cześć!
Przy ostatnim słowie krzyknęłam, bo chłopak już odchodził. Nagle ktoś za mną coś powiedział...

********************************
Boże, jaka beznadzieja. Rozdział powstał przy pomocy mojej BF i jednocześnie mojej imienniczce Gabi. Rozdział dedykuję love, Myii, lovelydream, Myszce, Adzie;), asi0987, nicely, justbreath, Kindzie, Kini, Adzie, Heli, marci, Tinie, Riddle, Lauren, belli, Cat, blondi15 i Weer, a przede wszystkim WARIATCE, czyli wszystkim moim najlepszym siostrom na świecie :*