niedziela, 26 lutego 2012

Rozdział 7

***************** Perspektywa Thalii*******************
Nath rozmawiał z Mich 10 min. Kiedy wrócili, zasiedliśmy do śniadania. Nagle do kuchni niczym burza wparował Max z tą samą parą bokserek, które 2 dni temu leżały w lodówce. Tyle, że dzisiaj były całe zniszczone. - Thalia! Aż tak wściekła byłaś za te bokserki w lodówce, że musiałaś je zniszczyć? To były moje ulubione - powiedział z żalem
- Skąd masz pewność, że to ja je zniszczyłam? - zapytałam przez śmiech
- Bo byłaś wściekła, kiedy znalazłaś je w lodówce...
- Ale to nie znaczy, że to ja to zrobiłam. Tak się składa, że znam sprawcę...
Michelle i Nathan mieli straszną polewkę z tej sytuacji.
- Serio?! Kto to jest?
Wyszłam na chwilę z kuchni i udałam się do swojego pokoju. Pod moim biurkiem leżał karton, a w środku była mała, puszysta kotka. Mogła mieć ok. 2 miesięcy, góra 3. Wzięłam ją na ręce i zniosłam na dół.
- Max, poznaj Walerianę, sprawczynię tego niefortunnego wypadku.
- Czemu "Waleriana"? - zapytał Nathan
- Bo jest żywym środkiem na uspokojenie...
- A ja?! - przerwał mi Nath
- Ty?! Chyba żartujesz?! Ledwo usiedzisz w jednym miejscu! - wtrącił się Max
- Ty...? Ty nie. - odpowiedziałam mu
- Ej! Czemu? - powiedział to robiąc minę zbitego psiaka
- Bo ty jesteś tylko MOIM środkiem, nikogo innego - szepnęłam mu na ucho
- No chyba, że tak... - pocałował mnie w policzek - Trzeba było od razu tak mówić.
Do naszej konwersacji włączyła się Michelle.
- Jest śliczna! Gdzie ją znalazłaś? - zapytała się Michelle
- Siedział na parapecie, u mnie w pokoju. Możemy ją zatrzymać, prawda?
- Jasne, że zostaje u nas - odezwał się Max
- To dobrze. Thalia i Nathan będą się nią opiekować. - powiedziała Mich
- Dlaczego my?! - odpowiedzieliśmy jednocześnie
- Ponieważ to ty ją znalazłaś, - powiedziała to wskazując na mnie - a Nathan to twój chłopak. Logiczne!

Dwa tygodnie później...
Nathan i reszta chłopaków musieli pojechać w trasę, więc w domu jestem sama z Michelle. A ponieważ zaczęły się wakacje to Bianca i Annabeth "wprowadziały" się na trochę do mnie. Codziennie chodziłyśmy na zakupy. Moja szafa pęka już w szfach (dosłownie). We wtorek Bianca musiała iść do pracy, tak samo jak Mich, więc zostałam sama z Annabeth. Dziewczyna od rana wydawała się jakaś przygnębiona...

*********************
Dialog napiszę w następnym rozdziale. Postaram się dać więcej akcji. Zachęcam do komentowania.
Rozdział mogę zadedykować Weer. Całusy dla wszystkich sióstr :*. Kocham was!

4 komentarze:

  1. a już myślałam, że będzie gorzej ;)
    świetny rozdział ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Super,dopiero teraz odkryłam twojego bloga ale jest świetny pisz szybko dalszy ciąg bo ja czekam!

    zapraszam do mnie
    http://icantbelieveihadtosee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń