niedziela, 11 marca 2012

Rozdział 11

*************** Wracamy do Thalii ***********************
Wyszłam na taras, a tam na samym środku stał stół zastawiony różnymi rzeczami. Za stołem stał nie kto inny jak Nathan z wielkim bukietem róż. Chciałam stamtąd wyjść jak najszybciej, ale usłyszałam:- Thalia, poczekaj!
- Po jaką cholerę?! Żebyś znowu wymyślał 5 min. jakąś wymówkę?
- Wytłumaczę ci wszystko...
- Dobra. Masz 10 min. - odpowiedziałam z niechęcią
Zaczął mi mówić, jak to Patricia go zmuszała i groziła mu, że coś mi zrobi. Wydało mi się to trochę dziwne, bo Patricię znam od podstawówki i jeszcze nigdy mi czegoś takiego nie zrobiła. Przed oczami znowu ukazała mi się scenka z kanciapy woźnego i dopiero teraz uświadomiłam sobie, że to Patricia była tą zdzirą. To ona niszczyła mi każdy związek. Ale co poradzić... Niektórzy się rodzą z zołzowatością...
- Przepraszam cię. Naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić... - wyrwał mnie z moich przemyśleń Nathan
- To ja powinnam cię przeprosić. Nie dałam ci w ogóle dojść do słowa...
- Należało mi się.
- Wcale nie, ty mój obrońco.
Zbliżyłam się do chłopaka, a nasze usta złączyły się w pocałunku, który był pełen pożądania. Ręce wplotłam we włosy mojego chłopaka. Natomiast jego dłonie błądziły po moich plecach, szukając zamka w sukience.
- Nathan, mówiłam ci już. Nie jestem na to gotowa...
- Przepraszam...
- Mam taki pomysł... - powiedziałam z chytrym uśmieszkiem - Ale mam pytanie: kto wpadł na ten pomysł? Oczekuję na szczerą odpowiedź.
- Jeśli mam być szczery, to Max.
- Tak jak myślałam. Wracając do pomysłu... Możemy trochę poudawać, że nadal jesteśmy skłóceni. Co ty na to?
- Mnie to pasuje. Jak długo byśmy udawali?
- Nie wiem. Jeden, może dwa...
- Ale co?
- Tygodnie, może miesiące...
- Ty chyba żartujesz?!
- Jasne, że żartuję... Do jutra byś wytrzymał?
- No nie wiem. Może... Potrzebuję jakiejś zachęty. - powiedział z zadziornym uśmiechem
- Czy taka może być? - spytałam i wpiłam mu się w usta
- Może...
- Nie licz na coś więcej... Wracają już. - powiedziałam gdy usłyszałam klucz w zamku - Czas na przedstawienie...
Kiedy weszli do środka, wybiegłam z tarasu, a za mną Nathan.
- Jak mogłeś?! Ufałam ci! A ty... Ty wolałeś jakąś przedstawicielkę plastików!
- Thalia, przepraszam!
Chłopak próbował się do mnie zbliżyć i pocałować, a ja mu dałam z liścia i uciekłam na górę. Trzasnęłam drzwiami tak, żeby słyszeli mnie na dole. Po chwili do mojego pokoju wparowały dziewczyny.
- Czyli się nie pogodziliście. - odparła Nereesha
- Pogodziliśmy się, ale postanowiła dopiec trochę Maxowi.
- Ale ty jesteś wredna! Za to cię kocham! - powiedziała Bianca
- Idziemy na dół? - zapytała się Annabeth
- Pewnie. Nudno tu... Ale dziewczyny mam prośbę. Mogłybyście tego nie mówić?
- Nie ma sprawy. Na nas możesz liczyć.
- Dzięki.
Zeszłyśmy na dół i znowu musiałam udawać...
- Jeszcze tu siedzisz?!
- Thalia, proszę cię. Posłuchaj mnie!
- Ani mi się śni! Zdradziłeś mnie na oczach moich przyjaciółek! Mam tylko dowód, że już ci na mnie nie zależy!
- Ale ja cię kocham! Nie rozumiesz tego?!
- To w takim razie dlaczego to zrobiłeś? - spytałam z udawanymi łzami
- Bo... Ty byłaś czasami taka niedostępna... - próbował coś wymyślić
- Ja niedostępna?! Ty cyba już całkiem na mózg padłeś!
- Thalia...
- Wyjdź stąd! Nie chcę cię już tu więcej widzieć!
Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Nathan wstał z kanapy, podszedł do mnie i próbował mnie pocałować w policzek, ale ja się odsunęłam.
- Wyjdź! - starałam się grać jak najlepiej
Po minie Maxa i chłopaków widać było, że kupili nasze przedstawienie. Dziewczyny natomiast tarzały się ze śmiechu. Jak tylko chłopak wyszedł, dołączyłam do nich.
- Z czego wy się tak śmiejecie?! - wybuchnął Jay
- Z waszych min... Zobaczcie się w lustrze. - odpowiedziała Bianca przez śmiech
- To co robimy? - spytałam zmieniając temat
- Może butelka? - zaproponowała Nereesha - Ale masz iść po Nathana
- Muszę? - zapytałam z niechęcią
- Musisz!!! - wyprzedził dziewczynę Max
- No dobra...
Ubrałam kurtkę i wyszłam. Szłam ulicą i nagle poczułam kogoś ręce na moich biodrach.
- Nie powinnaś chodzić sama o tej porze.
Odwróciłam się i zobaczyłam... św. Mikołaja. Nie no żartuję... Zobaczyłam Nathan, który uśmiecha się zawadiacko
- Miałam po ciebie pójść, bo gramy w butelkę. Idziesz?
- Chętnie.
- To chodźmy.
Wziął mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę domu. Doszliśmy po 5 min. Weszliśmy do salonu i zaczęliśmy grę. Pierwsza kręciła Nereesha, bo to ona wymyśliła. Wypadło na Toma.
- Pytanie czy wyzwanie?
- Wyzwanie.
- Zbij lustro w salonie.
- Zwariowałaś?! Będę miał przez to 7 lat nieszczęścia!
- Sam wybrałeś...
- No dobra.
Poszedł do lustra, zdjął je ze ściany i rzucił na ziemię.
Potem kręcił Tom, Annabeth, Jay, Bianca, Nereesha, Jay, Nathan, Seev i Max. Gdy kręcił ten ostatni wypadło na Nathana.
- Pytanie czy wyzwanie?
- Wyzwanie. - powiedział twardo
- Pocałuj Thalię.
Gdy to usłyszałam, wyplułam na mojego kuzyna kawę, którą piłam i wykrzyknęłam "Że co?!".
- Czy ty zgłupiałeś?! Przed chwilą się z nim pokłóciłam, a ty mi z takim czymś wyskakujesz!
- Oj, no weź. To tylko gra... - próbował mnie przekonać
- Niech ci będzie... Jakieś warunki?
- Tylko taki, że ma być prawdziwy, a nie udawany.
- Dobra, do dzieła. Chcę mieć to już za sobą...
Nathan zbliżył się do mnie i nasze usta złączyły się w pocałunek, tak delikatny, że prawie go nie czułam.
- Młodzi, może już wystarczy...
- Przepraszam. - zarumieniłam się i odsunęłam swoją twarz od jego
- To ja przepraszam...
- Czyli co? Ma się rozumieć, że jesteście pogodzeni? - zapytał Max
- My pogodziliśmy się już wcześniej...
- Że co?! To po co te szopki odstawialiście?!
- Zastanawiam się czy nie pójść w ślady Michelle... Chyba dobrze mi idzie, skoro się nabraliście...
- Thalia! Ja cię uduszę! Lepiej uciekaj!...
- Nic mi nie zrobisz!
- Czyżby? - mówiąc to uniósł prawą brew - Jesteś pewna?
- Tak...
Nie dokończyłam, bo Max wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki, po czym odkręcił kran. Wrzucił mnie do wanny. Byłam cała mokra. Wygramoliłam się z tej wanny i zaczęłam go gonić. Pobiegłam za nim aż do kuchni, poślizgnęłam się i upadłam...

****************************************
Beznadzieja na maxa! Dziękuję wszystkim, którzy czytają te flaki z olejem.
Rozdział dedykuję całej rodzince :*

9 komentarzy:

  1. jakie flaki? :O.
    dobrze jest :D.

    OdpowiedzUsuń
  2. cudowny rozdział :)
    to nie są flaki z olejem ! chcesz kopa ?

    OdpowiedzUsuń
  3. jaka beznadzjej na maxa???
    jakie flaki z olejem
    jest super!!!
    jeszcze raz tak powiesz to dostaniesz kopa
    obiecuje ci to!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdział !!! ;*
    Szybko pisz next. ;)
    <33

    OdpowiedzUsuń
  5. hahaha na Maxa ;pp
    rozdział genialny <3

    OdpowiedzUsuń
  6. jaka beznadzieja?! rozdzial zajebisty ;****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram !
      Ta szopka była boska aż spadłam z krzesła ...!
      Jacy aktorzy ^^

      Usuń